• Wpisów:39
  • Średnio co: 37 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:08
  • Licznik odwiedzin:3 016 / 1490 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
TO jest chore
Ha, ha, ha
Witajcie chore dzieci
Kroolik Underwood
KaeN
RPS Enterteyment
KaeN
Prosto label
Jedziesz
2013
Jedziemy?
Lecimy z tym

Znów mam moralnego kaca
Uczucie, które powraca
Nawrotu nie sposób zbadać
Znów sobie zarzucam atak
Po raz kolejny się zmagam
Z demonem co mnie rozgniata
Jak prasa przejmuje kontrolę
Jak wkracza wbrew mojej woli
Jak to zatrzymać?
Jak uporać się z tym wszystkim?
Jak zabić tego potwora?
Jak sprawić by przestał istnieć?
Dziś nosze innych krzywdę
Nie unoszę już tych sesji
Przez te napady agresji
Bezlik sytuacji, wierz mi
Kolejna noc zasypiam zupełnie sam, jak palec
W ogóle dzisiaj zasnę?
Czy nie będę myślał wcale
Raczej nie zmrużę oka
Lub przysnę tuż przed świtem
Zaiste przemyśle wiele
Lec to nie naprawi nic, tej
Nie wymaże złego,
Nie zmieni przebiegu zdarzeń
Tylko pogłębi na biegu stan, w którym się znalazłem
Tak, widzę to tak bardzo wyraźnie
Ale teraz jest za późno, wszystko rozjebałem w drzazgi!

Dziki szał znów przejmuje kontrole
Przejął władze nad umysłem
Przejął władze nad rozsądkiem
Dziki szał znów
O ja pierdolę
Nie poradzę sobie z tym wszystkim
Tracę grunt z jego początkiem
Dziki szał
Oszalałem znów
Tracę głowę już
Zaraz chwycę nóż
Skurwysynu
Dziki szał
Oszalałem już
Nie pamiętam już, o co cały spór
Chcę mieć synów

Kiedy byłem małym gnojem
Nie rozumiano mnie
Kiedy byłem małym gnojem
Zapominano, że
Mam uczucia, dlatego zamknięty na siódmy spust
On wybucha muka
Pęknięty okrutny wrzód
Narodził się wtedy diabeł
Powraca szalony Jason
Kochanek imadeł
To wcielony Manson
Czuje mięso
Eksploduje sensor
Operuje ręką
I to smakuje dziecko
Ponury żniwiarz
Jego kochana kosa
To pazury Dawida
To czas zabijania wroga
Michael Myers zemsty chce
Zło nadaje
Zło nastaje
Ciebie gremlin zje

Moja głowa najebane ma
To psychopaty raj!
Kame, hame, ha
Zdychaj!

Dziki szał znów przejmuje kontrole
Przejął władze nad umysłem
Przejął władze nad rozsądkiem
Dziki szał znów
O ja pierdolę
Nie poradzę sobie z tym wszystkim
Tracę grunt z jego początkiem
Dziki szał
Oszalałem znów
Tracę głowę już
Zaraz chwycę nóż
Skurwysynu
Dziki szał
Oszalałem znów
Nie pamiętam już. o co cały spór
Chcę mieć synów

Jestem z pozoru spokojny
Diabeł zaczyna szeptać
Jego wzwieram, gdzieś tam w środku
Nim wybuchnę jak Etna
Jak bomba atomowa
Nie ostrzegam gdy nadchodzę
Jednym podmuchem wkurwienia
Niszczę wszystko na swej drodze
Nie potrafię zapobiec
Gorszym wydarzeniom zero
Jakichkolwiek zabezpieczeń
Podwyższony testosteron
Widzę łzy wiem, że boli
To nakręca mnie powoli
Wszystko wzmaga
Jeszcze farmakologiczny Trenbolone
Gdy opadnie kurz
Odkrywają się zgliszcza
Znowu łapie się za głowę
Histerycznie skracam dystans
I co Ty na to powiesz
Autentycznie mam mistrza
Lecz w znaczeniu tego słowa
Bardzo negatywnie, przyznaj
Chyba nadszedł czas
Żeby odwiedzić psychiatrę
By rozcieńczyć ten kwas
I by odnaleźć swoją Mantrę
Na to by wziąć się w garść
I obniżyć tolerancję
Na używki
Jak i wszystkie znane mi dobrze substancje

Dziki szał znów przejmuje kontrole
Przejął władze nad umysłem
Przejął władze nad rozsądkiem
Dziki szał znów
O ja pierdolę
Nie poradzę sobie z tym wszystkim
Tracę grunt z jego początkiem
Dziki szał
Oszalałem znów
Tracę głowę już
Zaraz chwycę nóż
Skurwysynu
Dziki szał
Oszalałem znów
Nie pamiętam już. o co cały spór
Chcę mieć synów
 

 
A ta piosenka czyja?

Dzień jak co dzień, poranek jak każdy inny
Raz śnieg, raz deszcz, czasem trochę słońca
Mówią - ryj nie szklanka nie zbije się, ale blizny pozostają
To nie był pierwszy raz, to był ostatni raz

1.
Mówią "możesz wszystko", więc głowę mam spokojną
Może Ty, ja wiem, że czegoś mi nie wolno
Mówią "to się opłaca, więc skąd skrupuły?"
Ja wolę wiedzieć, co warto. Niezależnie od sumy
Niezależnie od dumy, reperkusji i skutków
Nawet gdy uwodzi głupców, idą za czymś tłumy
Mówią "prać brudy należy w wąskim gronie, za kurtyną"
Ale cóż i tak masz brudne dłonie
Stoję, nic więcej i nic mniej, niż człowiek
Z każdą wadą i zaletą gotów konsekwencje ponieść
Stanąć w obronie, lub uderzyć pierwszy
Milczeć, lub wziąć pióro i pisać trudne wersy
I nawet jeśli milczę, gdy trzeba krzyczeć
Nawet kiedy krzyczę, gdy powinienem milczeć
Sumienie da mi znać
Popiół mam zawsze przy sobie i nie musisz mi pomagać
Sam wysypię go na głowę

Ref.
To tylko krok, by granice przekroczyć
Spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy
Przeszłość oddzielić grubą kreską
Lecz może zdążę ułożyć jeszcze wszystko przed śmiercią
To tylko krok, by pomyśleć i się cofnąć
Zatrzymać w gardle słowo, które może kogoś dotknąć
Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku
Bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze, niż spokój

2.
Nie chcę decydować o tym, co uważasz za słuszne
Lecz dlaczego tylko ja mam uważać?
Kłótnie zniszczyły wiele relacji na mej drodze
Ale cóż, wiem co myślę, nie na wszystko się zgodzę
Nie mam zamiaru spełniać czyichś oczekiwań
W życiu nie chodzi o to by sympatię zdobywać
Więc czasem ktoś zarzuci Ci egoizm - i co z tego?
Masz wszelkie prawo do tego, by się bronić
To boli - kiedyś blisko, teraz sobie obcy ludzie
I trudno, tak musiało być
Nie mam złudzeń, nie mam pretensji, nie czuję nienawiści
Wszystkiego najlepszego, obcy jest mi smak zawiści
Mszczą się słabi. Nawiedzeni chcą Cię zbawić
Czasami duma nie pozwala spraw naprawić
Cóż, czasem granicę ktoś przekracza, a w życiu?
Nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca

Ref.
To tylko krok, by granice przekroczyć
Spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy
Przeszłość oddzielić grubą kreską
Lecz może zdążę ułożyć jeszcze wszystko przed śmiercią
To tylko krok, by pomyśleć i się cofnąć
Zatrzymać w gardle słowo, które może kogoś dotknąć
Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku
Bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze, niż spokój

3.
Tak wiele ocen wystawionych zbyt pochopnie
Wiele decyzji podjętych zbyt gwałtownie
Wracały do mnie, dlatego dziś biję się z sobą
Jedynie, a w życiu innych stoję obok
Czasem możemy nie znać czyjejś motywacji do czynu
I oddalamy się od racji, obierając zły azymut
Słowo do wszystkich depozytariuszy prawdy
Przyjdzie dzień, kiedy los to właśnie z was zadrwi
Jeśli nie znasz warunków, fakty są Ci obce
Jakbyś mieszkał na księżycu i chciał mówić coś o Polsce
Czasem kompleksy biorą górę nad rozsądkiem
Ale Twoje porażki z sobą to nie jest mój problem
Kiedyś za wszystko w życiu sam odpowiem
Nikt mniej i nikt więcej - po prostu człowiek
Gdzie jest granica? Co wolno, i co warto?
Szukam, a każdy krok jest dla mnie w życiu niespodzianką

Ref.
To tylko krok, by granice przekroczyć
Spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy
Przeszłość oddzielić grubą kreską
Lecz może zdążę ułożyć jeszcze wszystko przed śmiercią
To tylko krok, by pomyśleć i się cofnąć
Zatrzymać w gardle słowo, które może kogoś dotknąć
Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku
Bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze, niż spokój

Dzień jak co dzień, raz śnieg, raz deszcz, czasem trochę słońca
 

 
Kogo to piosenka?

Za wychowanie, za ojca i mamę,
Wers numer jeden dla was, życie jest największym darem.
Nie zawsze było normalnie, ten wymarzony dom,
Nie ważne czego brakowało, zawsze miałem własny kąt.
Za Ciebie kochanie, jesteś na pierwszym miejscu,
Za co? Dobrze wiesz, za nadanie życiu sensu.
Wiem, że we mnie wierzysz i pójdziesz za mną w ogień,
Ja będę o was dbał, obiecuję nie zawiodę.
Za przyjaźń, bo bez tego nie doszedłbym nigdzie,
Choć z roku na rok, co raz mniej nas na tej liście.
Z każdej sytuacji wspólnie znajdziemy wyjście,
Jeszcze parę zwycięstw, razem będziemy na szczycie.
Za siłę, energię i nadludzką motywację,
Kiedy wszystko się sypie ja znajduję mokry piasek.
I buduję z niego zamek, który przetrwa każdą burzę,
Zawsze na powierzchni wbrew logice i naturze.

Za co chcesz pij, za co chcesz dziękuj,
Odnajdź promyk nadziei nawet w nieszczęściu.
Kieliszki pełne łez wychylam do dna,
Bo życie kopie jak Mołotowa koktajl. x2

Za pochodzenie, ten pierdolony blok
Możesz zrozumieć tą miłość, tylko jeśli jesteś stąd.
Oaza dzieciństwa, na moim boisku był tłok,
Tutaj każdy miał ambicje, żeby przejąć życia tron.
Za talent, choć dalej szlifuję ten diament,
W moich żyłach atrament i w klimat wjebany na amen,
Kiedyś rapu kadet, a dzisiaj jestem generałem,
To nie walka o sławę choć na playlistach na stałe.
Za każdą porażkę, która wprowadziła przełom
Ci co odeszli w biedzie, mogą polerować berło,
Daje wam kroplówkę z szambem przez zabrudzony wenflon,
To i tak bardzo dużo, jak na takie marne ścierwo,
Za cierpliwość, w myślach jestem seryjnym mordercą,
Te myśli męczą chyba trochę zbyt często.
Szybko przechodzą bo myśli ciągle pędzą,
Ja chwytam te najlepsze i wyrzucam je na zewnątrz.

Za co chcesz pij, za co chcesz dziękuj,
Odnajdź promyk nadziei nawet w nieszczęściu.
Kieliszki pełne łez wychylam do dna,
Bo życie kopie jak Mołotowa koktajl. x2

Za uśmiech dziecka, często widzę w nim siebie,
W tych najgorszych momentach, Ty jesteś moim tlenem.
To moja krew, będziesz lepszym człowiekiem,
Chciałbym żebyś kiedyś mógł się zgodzić z wersem numer jeden.
Za emocje, one znowu biorą górę,
Wylewam życie na papier i dobrze wiesz co czuję.
Niszczą to, co budujesz i tworzą całe piękno,
Dalej żyjesz, przybijasz pionę psychicznym lękom.

Za co chcesz pij, za co chcesz dziękuj,
Odnajdź promyk nadziei nawet w nieszczęściu.
Kieliszki pełne łez wychylam do dna,
Bo życie kopie jak Mołotowa koktajl. x2